“Incredible Hulk”
17.06.2008 w Recenzje
autor: Paweł
W przeciwieństwie do Tony’ego Starka, Bruce’a Banner’a nigdy nie lubiłem. Co prawda Marvelowskich komiksów nigdy nie czytałem, ale jego postać w wersji animowanej zawsze wydawała mi się… Żeby nie obrazić żadnych seksualnych mniejszości, powiedzmy, że wydawała mi się strasznym maminsynkiem. Zupełnym przeciwieństwiem “HULK SMASH” i tym podobnych odzywek.
Natomiast Banner z “Incredible Hulk’a” jest postacią co najmniej ambiwalentną. W jednej z początkowych scen broni koleżanki z fabryki w której pracuje przed nachalnością innego pracownika, ale kiedy ten stara się doprowadzić do konfrontacji, Banner zaczyna się wycofywać. Rozumiem - nie może się wściekać, bo kiedy tempo skurczów serca przekroczy coś 200/s zamienia się w Hulka, ale jakoś dał radę zastosować kilka chwytów których nauczył się na samoobronie wobec tego samego śniadawca nieco później tego samego wieczoru. To w końcu może, czy nie może?
Edwardowi Nortonowi dostała się w spadku przynajmniej część maminsynkowatości Bruce’a animowanego. Dorosły facet, któremu jego dziewczyna aktualna łamane przez eks musi wyciągać koszulę ze spodni, bo sam nie wie że nie powinien jej do nich upychać? No proooszę. Dobijcie mnie.
Skoro już o aktorach mowa - zdecydowanie najlepszym aktorem filmu był William Hurt, grający generała Rossa. Rola wrednego wojskowego najwyraźniej przypadła mu do gustu, bowiem zagrał go świetnie. Nieźle radziła sobie też Liv Tyler (dziewczyna Bonda… tfu… Hulka), choć wypadła nieco bardziej łzawo niż wymuszała to specyfika postaci. Wielkie Złote Nic dostaje zaś Tim Blake Nelson za rolę Samuela Sternsa, lekarza który myślał że umie uleczyć Bruce’a - klasyczny przypadek postaci, o której wydaje się, że za chwilę aktor wyciągnie scenariusz z kieszeni i zacznie go czytać. Razem z didaskaliami.
Film jest bardzo Marvelowski i bardzo epicki. Krew, pot, łzy, łzy, łzy (Liv, przestań już…), wybuchy, dramatyczne skrzypce w tle, i kontrastujące ujęcia dynamiczne na przemian ze statyczną, żabią perspektywą. Obiektywnie oceniając, film niezły, 8/10. Ale przynajmniej ja, poza tradycyjną walką dobra ze złem i dokumentacją procesu przemiany cioty w faceta który umie postawić na swoim, nic w “Incredible Hulk” dla siebie nie znalazłem.
Przedstawione opinie są wyrazem osobistych poglądów autora i nie powinny być inaczej interpretowane.
17 czerwiec 2008, 14:16
Edward Norton <3<2<1
fspaniały jest.
Doczepiam się do braku dwóch przecinków, wiesz, nie mogę wypaść z roli… ^^