“Ruiny” (”The Ruins”)
18.06.2008 w Recenzje
autor: Paweł
Nie wierzę, że to piszę, ale Amerykanom wreszcie udał się horror.
Czworo przyjaciół - dokładnie dwie dziewczyny-najlepsze przyjaciółki i ich faceci - wybrało się do Meksyku na wakacje. Pod koniec ich pobytu przyłącza się do tej grupki Niemiec Mathias; ładnie to zresztą rozegrano fabularnie - Matthias po prostu przypadkiem znajduje zgubiony chwilę wcześniej kolczyk jednej z bohaterek. Plus dla twórców filmu! W wyraźnej opozycji do “tradycji gatunku” postarali się oni o historię wprowadzającą bohaterów, a nie wsadzili ich w sam środek trwającej już historii której fragmenty widz poznawałby z rozmów bohaterów.
Dalej jest tylko lepiej. Przez praktycznie jedną trzecią filmu bohaterom nie dzieje się nic złego: widz jest świadkiem ich ostatniej imprezy, tego jak Matthias przekonuje ich żeby pojechali z nim w góry, gdzie jego brat, archeologi, prowadzi wykopaliska, ich spaceru po wspomnianych górach. Ich “kłopoty” są zgoła przyziemne (“Nikt nie mówił że trzeba tam będzie dojść!”); prawdziwe perypetie zaczynają się dopiero, kiedy docierają do ruin jednej z piramid Majów, w których miał kopać brat Matthiasa. Nagłe pojawienie się tubylców, nie mówiących w żadnym języku który znają bohaterowie, zmusza ich do salwowania się ucieczką na szczyt piramidy, czego nie powinni byli robić. Przez pewien czas ich kłopoty nie mają nic wspólnego z siłami nadprzyrodzonymi - no, przynajmniej dopóki nie okazuje się, że w podziemiach piramidy są pnącza dzwoniące jak telefon komórkowy. Zonk!
Spośród aktorów grających głównych bohaterów najbardziej znanym jest chyba Shawn Ashmore, czyli Iceman z “X-Men 2″. Wszyscy radzą sobie bardzo dobrze, zarówno ze scenami dobrej, wakacyjnej zabawy, jak i z… amputacją nóg metodą polową (duży kamień, nóż i pochodnia, resztę dośpiewajcie sobie sami). Pierwszy film od dawna, w którym naprawdę nic nie spieprzyli aktorzy. Wow.
Trochę uwagi należy się też montażystom i twórcom muzyki. Kiedy pod piramidą wywiązuje się awantura z tubylcami, którzy grożą bohaterom pięściami, łukami, i jednym pistoletem, a towarzysz Matthiasa ginie, kamera dostaje ciężkiej fiksacji, idealnie ukazując chaotyczność i niepewność sytuacji, a muzyka powoduje że poziom adrenaliny spada ze skali.
Film jest bardzo brutalny. Twórcy postawili na maksymalną dosłowność, i o ile w filmach o duchach, zjawach itp. byłoby to niewskazane, o tyle do sytuacji grupy ludzi zdanych na siebie na szczycie majowskiej piramidy pasuje to perfekcyjnie - aczkolwiek widzowie o słabszych żołądkach chyba powinni sobie odpuścić, bo mogą im te żołądki nie wytrzymać.
Ocena? 10/10. Przemyślana, oryginalna i dobrze zrealizowana fabuła, logicznie przeprowadzona sekwencja wydarzeń, doskonale zbudowane napięcie, gra aktorska i muzyka bez zarzutu, a wszystko składa się na naprawdę mocnego “kopa”, kolokwialnie mówiąc. Jeśli uważasz, że żołądek cię nie zawiedzie… powinieneś sprawdzić, co kryje się w Ruinach.
Przedstawione opinie są wyrazem osobistych poglądów autora i nie powinny być inaczej interpretowane.
18 czerwiec 2008, 17:46
mwaahaha!
ja też nie wierzę. Wygląda całkiem nieźle.
“trochę śmie(r)ci. ;)”
tak, to ja xD
18 czerwiec 2008, 22:02
Tak, muzykę, filmy, i śmieci, zdecydowanie załatwiam ja. Ty jesteś od pierwiastka (komentarzowej) śmierci. xD
2 sierpień 2008, 11:10
[...] w zasadzie, człowieka już nic nie dziwi, czy bohaterom zagrażają mięsożerne pnącza, naziści-kanibale, duchy sierot, czy w końcu zmutowane owce. Skoro była już mordercza kaseta [...]