“Zona” (”La Zona”)

05.08.2008 w Recenzje
autor: Paweł

Hiszpańskojęzyczny film, który Pavarr obejrzał nie dość, że dobrowolnie, to jeszcze zakręciła mu się przy tym niejedna łezka w oku? Yeah, right. A jednak.

Akcja filmu rozgrywa się na otoczonym wysokim murem, pilnie strzeżonym, prywatnym osiedlu, zwącym się właśnie La Zona. Zona ma wszystko swoje - generator prądu, szkołę, sklepy. Mieszkańcy separują się od świata zewnętrznego, a są to ludzie tak dziani i wpływowi, że załatwili nawet suwerenność prawną swojej enklawy.

Pewnego dnia, podczas wielkiej nawałnicy, billboard stojący tuż przy murze po zewnętrznej stronie przewraca się, dając dostęp do środka trzem chłopcom z otaczających Zonę slumsów. Chłopaki wiele nie myśląc ruszają na szaber swojego życia, który oczywiście kończy się przypadkowym zabójstwem właścicielki okradanego domu.

Myślałby kto, że to mieszkańcy osiedla są ofiarami przybyszów z zewnątrz. Ale jest dokładnie odwrotnie - zaczyna się wielkie polowanie na chłopców, dwóch z nich ginie od razu. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że z ręki jednego z mieszkańców schodzi śmiertelnie członek ochrony enklawy, przez co do sprawy zaczyna mieszać się policja - jak zawsze przekupna, częściowo przynajmniej.

Nie jestem pewien, którą prawdę twórcy chcieli zaznaczyć najmocniej: czy to, że gliny są różne, czy to, że są ludzie którzy uważają że forsa załatwi im wszystko jeśli jeszcze tego nie zrobiła, czy wreszcie to, do czego prowadzi ludzkie zaślepienie. Wiem jedno: kiedy członkowie osiedlowego samorządu rzucają się na ostatniego żywego złodzieja, i w ślepym szale linczują go, tłukąc bez opamiętania gdzie popadnie - odwróciłem od ekranu wzrok.

Pokazano to bezpośrednio, brutalnie, graficznie; w pierwszej warstwie jest to nagana na ślepą furię i niezachwianą wiarę we własną rację. Ale jeśli sięgnąć głębiej - czyż nie jest to wizja człowieka slumsów, traktowanego przez tych którym powodzi się lepiej jak gówno - tylko dlatego, że SĄDZĄ o nim to czy owo - w tym przypadku, że jest mordercą, ale równie dobrze mogli sądzić, że jest zwyczajnie gorszy!

Z całego osiedla tylko jedna osoba umiała się odnaleźć w tym szaleństwie, i zrobić coś słusznego: 16-letni chłopak, Alejandro. Przeszmuglował zbezczeszczone ciało zamordowanego - Miguela - poza mury Zony i dopatrzył by tego pogrzebano, a potem puścił się przed siebie, byle dalej od zakłamania zamkniętej enklawy.

Bardzo trudny film, i strasznie boli - ale warty obejrzenia. Ja daję 10/10 - idź do kina, albo obejrzyj w innej formie. Zrozumiesz, dlaczego.

Przedstawione opinie są wyrazem osobistych poglądów autora i nie powinny być inaczej interpretowane.

““Zona” (”La Zona”)” skomentowano 2 razy

  1. Yenndza mówi:

    czy to pierwszy taki film 10/10?
    nie przypominam sobie wczesniej żadnego, który by na tyle zasługiwał…

  2. Pavarr mówi:

    Owszem, pierwszy. Ale to pewnie dlatego, że mało ich jest ogółem :)

Skomentuj