[Rec]

12.08.2008 w Recenzje
autor: Paweł

Hiszpańskie kino grozy wdziera się przebojem na scenę.

[Rec] to opowieść z pogranicza horroru, thrillera i gore, stylizowana - podobnie jak The Blair Witch Project - na film nakręcony ręczną kamerą; różnica jest taka, że w wersji hiszpańskiej jest to kamera należąca do dwuosobowej ekipy telewizyjnej przygotowującej reportaż o pracy strażaków z nocnej zmiany.

Reporterka Angela i jej kamerzysta, Pablo, mają oczywiście nadzieję że coś się wydarzy. Że strażacy dostaną wezwanie, a oni nakręcą materiał stulecia. Czekając (i trzymając kciuki) aż taki moment nadejdzie, filmują strażaków jedzących, grających w piłkę, czy ich kwatery sypialne. W końcu przychodzi wezwanie, jak się okazuje - nie do pożaru, a do mieszkania w którym słychać krzyki starszej kobiety. Tu można się chwilę zastanowić - po co tam straż pożarna? Okazuje się, że strażacy w potrzebie robią też za ślusarzy. I kiedy wchodzą do mieszkania… zaczyna się koszmar.

No, może nie koszmar. Koszmarny film, prędzej.

Teren akcji został - niestety - bardzo ograniczony. Sprowadza się on w zasadzie do jednego budynku, a i to odciętego od świata zewnętrznego kordonem policji (więcej nie ujawniajmy, bo spoiler). Za czym, w około jednej czwartej filmu można domyślić się zakończenia, umiarkowanie uważnie słuchając dialogów. Średnio to wpływa na budowanie napięcia.

Drugim mankamentem jest niekonsekwencja autorów. Ludzie, przemienieni w ten czy inny sposób w monstra, obrywają najróżniejszymi przedmiotami do broni palnej włącznie - i nic! Padają, wstają, czołgają się, rozbijają szyby, a wśród krwi tryskającej fontannami godnymi co najmniej Nagrody Quentina T. ciężko się od pewnego momentu połapać.

I trzeci kwiatek: scenarzyści chyba opili się czegoś mocnego, bowiem na sam koniec postanowili podzelować całą sprawę religią i szalonym naukowcem. Wysoce religijnym szalonym naukowcem. Daję słowo, aż mnie zabolało.

Te fragmenty, w których aktorzy muszą zrobić coś poza krzyczeniem, bieganiem, względnie tarzaniem się w różnorakiego pochodzenia krwi, zostały zagrane co najwyżej poprawnie. Dobrze zagrana jest tylko postać Angeli, i na tym koniec.

Ocena - 4/10. Zastosowanie stylizacji na kamerę ręczną bez zapożyczania pomysłów z The Blair Witch Project to już wartość sama w sobie - szkoda, że nie dopisała obsada, i podwójnie szkoda, że scenarzystom nikt nie patrzył na ręce. Osobom o słabszych nerwach nie polecam, koneserzy gatunku obejrzą - podejrzewam - z umiarkowaną przyjemnością.

Przedstawione opinie są wyrazem osobistych poglądów autora i nie powinny być inaczej interpretowane.

Skomentuj