“Uprowadzona” (”Taken”)
13.08.2008 w Recenzje
autor: Paweł
Akcja / Thriller, USA 2008.
Fabuła jest w gruncie rzeczy nieskomplikowana, i stanowi ledwie pretekst do emocjonalnej (i emocjonującej - a przynajmniej to obiecuje nam zwiastun) jatki, rozgrywającej się w Paryżu i szeroko pojętych okolicach. Otóż tatuś eks-rządowy-załatwiacz-brudnej-roboty ma córkę siedemnastolatkę, córka wyjeżdża do Paryża z koleżanką, zostają uprowadzone przez handlarzy kobietami. Ot, i wątek główny (o pobocznych szkoda wspominać, bo zostały potraktowane po macoszemu). Czy komuś jeszcze to przypomina zadanie z programu Whose line is that anyway ?
Ponieważ tatuś (Liam Neeson) jest eks… i tak dalej, posiada szeroki zestaw umiejętności. Umie bić na najróżniejsze sposoby i najróżniejszymi rzeczami (gaśnicą, butelką od wina, stołem, …), strzelać ze wszystkiego we wszystko, jeździć czym popadnie, a jak trzeba, to i torturować przywiązanego do krzesła Albańczyka prądem. Aplikowanym, jakże sprytnie, przez gwoździe wbite w kolana.
Nie jestem w stanie przypomnieć sobie aktora, którego twarz pasowałaby mi do tej roli bardziej niż twarz Neesona. Potrafi ją i zaciąć, i uśmiechnąć się czule do córki, w obu sytuacjach będąc jednakowo przekonującym. Ponieważ to jego twarz oglądamy przez większość filmu, to bardzo dobrze. Nie przypadła mi za to do gustu odtwórczyni roli córki, Maggie Grace. Pomijając fakt, że 17 lat to ona miała… 8 lat temu, to umie jedynie efektownie zalać się łzami i zapuchnąć, natomiast wściekłej już zagrać nie umiała. Jako kolejny plus jednakże warto wspomnieć, że dzięki porywaczom oglądamy ją tylko na początku i na końcu filmu. I w nielicznych flashbackach głównego bohatera.
Rozumiem chaotyczne prowadzenie kamery - do filmów akcji pasuje jak najbardziej. Jednakże chwilami jest ona zbyt chaotyczna. Pewnie miało to oddać narastające napięcie i ogólne zamieszanie jakie powstaje podczas walki, ale nie pasuje to zupełnie do spokojnej twarzy Neesona. On morduje metodycznie i spokojnie, na chłodno. Możnaby ten chaos zamieniać na spowolniony ruch kamery i przytłumione dźwięki kiedy patrzymy z jego perspektywy, bardziej by to pasowało. Przynajmniej montaż jest adekwatny do treści.
Muzyka… Muzyka w zasadzie się nie odzywa. Słychać przeważnie tylko jakiś pomruk w tle podczas walki, więc myślałem, że zrezygnowano z niej zupełnie - i to byłoby świetne, nadrabiałoby trochę nienajlepszy montaż, gdyby nie to, że twórcom nie udało się konsekwentnie utrzymać przy tej koncepcji, bowiem podczas finałowej walki nasze uszy atakuje nagle ostry gitarowy riff poparty perkusją. Aż myślałem, że ten dźwięk pochodzi skądinąd, tak tam nie pasował.
Ogólne wrażenie dobre, nieco zepsute przez wyżej wymienione technikalia. Do tego świetna kreacja Liama Nessona - 7/10, ale warto obejrzeć, jeśli oczekuje się od filmu efektowności bez efekciarstwa i wartkiej akcji… i z mimo wszystko przemyconym, w dodatku nie w naiwny i oczywisty sposób, głębszym przesłaniem.
Przedstawione opinie są wyrazem osobistych poglądów autora i nie powinny być inaczej interpretowane.
15 sierpień 2008, 22:13
Ej, czy to kino familijne ujawnia się poprzez te gwoździe w kolanach?
15 sierpień 2008, 22:18
Nie, w tym wyraża się kino akcji, familijność (która, weź pod uwagę, jest użyta w recenzji ironicznie) ujawnia się bardziej w przesłaniu bezwarunkowej ojcowskiej miłości - dlatego nie jest to taki typowy film familijny, per se.
18 sierpień 2008, 22:03
ta aktorka, Maggie, rzeczywiście jest, mówiąc kolokwialnie, do dupy.