“Przebudzenie” (”Awake”)
23.08.2008 w Recenzje
autor: Paweł
Kolejny po “Oku” film kina grozy z Jessicą Albą w roli (zbliżonej do) głównej. Ale o ile “Oko” było strawne, nawet jeśli przewidywalne, to “Przebudzenie” już nie jest.
Clayton (Hayden Christensen) jest multimilionerem, dziedzicem rodzinnej fortuny, dyrektorem prężnie rozwijającej się firmy etcetera etcetera, a spośród “obsługi” jego domu trafiła mu się nawet narzeczona, Samantha (grana właśnie przez Albę). Ma chłopak w zasadzie wszystko - poza wsparciem matki w sprawie zmiany stanu cywilnego, i zdrowym sercem. Tak właśnie, serduszko ma do niczego i oczekuje właśnie na przeszczep. Jak się łatwo domyślić, przeszczep w końcu dostaje. Podczas operacji i narkozy całkowitej zapada w coś co znane jest jako narkoza świadoma - ani ręką, ani nogą, ale mózg pracuje jak zwykle. I tu przechodzimy do meritum.
Rozwleczonego, nadmuchanego, przewidywalnego meritum.
Niepojęta jest dla mnie niechęć twórców do produkcji zwięzłych filmów po 60 minut, i potrzeba rozdymania ich w jakiś sposób do co najmniej 90. Film, który potrafił czasem nawet zaskoczyć (choć częściej chciałoby się tylko zatkać uszy żeby nie słuchać krzyków dochodzących z umysłu doczepionego do nieruchomego ciała), pod koniec rozwleka się i rozciąga jak, nie przymierzając, pantalony starszej damy.
Aktorstwo jest miejscami przyzwoite, miejscami mierne. Jedyne co parce Hayden-Jessica wyszło, to scena łóżkowa urwana w połowie sygnałem pagera tego pierwszego - więc nie można nawet przystawić do filmu stempelka z sakramentalnym powiedzonkiem “momenty były”. Nic, kompletnie.
Na film nie opłaca się iść do kina. Stężenie wszystkiego - zdecydowanie za małe jak na 90 minut. Nie trzyma w napięciu, jest przewidywalny, nie broni się niczym - 3/10, a i to tylko za sympatyczną i znośną buźkę Haydena Christiansena.
Przedstawione opinie są wyrazem osobistych poglądów autora i nie powinny być inaczej interpretowane.
Skomentuj